Gdy byłam w gimnazjum nawet nie przeszło mi przez myśl, że cała moja kreatywność pójdzie się "kochać" wraz z wiekiem. Że będzie tylko gorzej. Tak. Teraz niestety wszystko, co przychodzi mi do głowy zaczynam skrupulatnie analizować i uszczuplać o niepotrzebne fragmenty. Wydoroślałam na każdej możliwej płaszczyźnie i wszystko, co kiedyś kochałam nad życie, moje poetyckie fantazje, beztroska, pseudo-artystyczna przyjemna niedbałość etc. zalazło się w zakurzonym kartonowym pudle gdzieś w kącie na strychu. Z jednej strony trochę szkoda, ale w gruncie rzeczy w moim wieku nie ma miejsca na pierniczenie się z takimi rzeczami. Co by ludzie mówili? Że wariatka. Że nie mam przyszłości. I byłoby to całkiem zrozumiałe. :) Mi to przeszło, ale wiem, że są wśród nas, przyziemnych, prostych ludzi, dorosłe osoby chodzące z głową w chmurach. Piszą swoje wiersze i cierpią. Chorują na niezrozumienie, samotność, dławią się swoim nieprzeciętnym tokiem myślenia. Żyją tylko tak głęboko w sobie, że głosy z zewnątrz dochodzą do nich wyłącznie stłumione, niewyraźne. Aż wreszcie giną niezauważeni na cudzym terenie, nie posiadając własnego domu, rodziny, nawet własnego psa. Tak. Ale tak bywa rzadko i nie trzeba się tym wcale przejmować. Takich osób jest zapewne tyle, ilu zmarłych po upadku z krawężnika.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz