Prosiaczek siedział nad brzegiem morza, zaparty nóżkami o fałdę piachu, którą sam usypał, by odpływająca woda nie porwała go ze sobą tam, gdzie wzrok nie sięga. Był smutny, bo czuł się niepotrzebny i samotny. Co by było, gdyby mnie nagle zabrakło? - myślał. - Czy ktoś zauważyłby nieobecność małego Prosiaczka? Być może zdradziłby to brak kubeczka z ciepłym mlekiem stojącego przy łóżeczku, gdy noce są zimne, albo mokrych śladów nóżek na dywaniku po porannej kąpieli.
- Prosiaczku! Prosiaczku!
Prosiaczek odwrócił ryjek w kierunku nadbiegającej Sarenki.
- Szukam Cię już tak długo, czyżbyś się chował?
- Trochę tak, ale nie całkiem.
- Wyglądasz na smutnego. Czy coś Cię trapi?
- Trochę tak, ale nie całkiem.
- Powiedz mi, chcę Ci pomóc.
- Sarenko, spójrz na mnie. Jestem taki mały i mam tak mało wspólnego z innymi zwierzątkami, że nie zwracają na mnie uwagi!
- To nie prawda, Prosiaczku. Przecież ja i Ty mamy tyle wspólnego! - Sarenka podniosła w górę nóżki i rozpostarła je jak najszerzej mogła.
- Tak? Powiedz, co takiego? - Prosiaczek podniósł uszka i wytrzeszczył zapłakane oczka.
- Zależało mi, żeby Ciebie znaleźć i znalazłam Cię. A teraz siedzimy razem na plaży przy zachodzie słoneczka i rozmawiamy ze sobą. To jest dla mnie piękne wspomnienie!
Prosiaczek oparł głowę o ramię uśmiechniętej Sarenki i już nigdy więcej nie poczuł się niepotrzebny.

niesamowicie inspirujące...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnym czasie :)
http://eva-style.blogspot.com/