... A śmiała się najgłośniej jak potrafiła, żeby każdy słyszał, że jest szczęśliwa i żałował, że nie jest nią. Apaszka zawiązana w talii bezlitośnie uciskała jej żebra i przy każdym oddechu wżynała się w jej ciało jak sznur w szyję samobójcy. Czuła metaliczny posmak krwi w ustach, pozostałość po czerwonym winie, które tego wieczoru z rozkoszą zajęło miejsce rozsądku.
(...)
Zapalając w myślach kolejnego papierosa rozważała wszystkie niecne plany, jakie uknuła dzisiejszego dnia i kolejno odliczała wszystkie nie mające sensu. Pocierała stopą o prześcieradło, żeby szybciej zasnąć i żeby już było jutro, bo spodziewa się ślicznej blondynki o niebieskich oczach, która pewnie zmieniła się przez te wieki, kiedy się nie widziały. Znowu czas dawał jej się we znaki. Był jej najlepszym przyjacielem i największym wrogiem zarazem, a dawało jej to dziką satysfakcję, bo jej jedyny wróg nie potrafi się zmaterializować.

Zgadzam się, Skrzydlate świnie, zwłaszcza końcówka, były bardzo łatwe do przewidzenia... tematyką przypominają mi Hooligans :)
OdpowiedzUsuńpiękne zdjęcie !
OdpowiedzUsuńfajne zdjęcie.;p
OdpowiedzUsuń